Rozdział 7
Poszłam aby otworzyć jej drzwi. Nie zdążyłam powiedzieć nawet zwykłego ,,cześć", kiedy ona złapała mnie mocno za ramiona i spojrzała prosto w oczy, jakby stało się coś bardzo złego.
- Tylko mi nie mów, że On zaprosił Ciebie na randkę?!Kate miała widocznie powiększone źrenice. Gdyby nie to, że przed chwilą wypowiedziała to zdanie, pomyślałabym, że coś się stało z Tiffany. Jeszcze nigdy nie widziałam jej takiej. Ale to chyba najwyższy czas, abym zobaczyła. Zamiast cokolwiek jej odpowiedzieć, po prostu uśmiechnęłam się promiennie. Najwidoczniej zrozumiała mój przekaz, gdyż puściła mnie z uścisku i bez słowa skierowała się w stronę mojego pokoju. Poszłam za nią. A gdy już do niego weszłam, wstała na przeciwko szafy z rękoma założonymi na biodra. Widocznie zastanawiała się nad tym ,,w co mnie dzisiaj ubrać". Dla niej było to już normalne, przed każdą moją randką z jakimś nowym chłopakiem pomagała mi się ubrać. Zdawała sobie sprawę z tego, że ja nie mam pomysłów jak się ubrać na takie spotkanie. Kiedyś przyszła do mnie wraz z Tiffany. Wszystkie ubrałyśmy się w stroje, które założyłybyśmy na spotkanie z chłopakiem. One wyglądały olśniewająco. A ja? Po prostu przedobrzyłam z dodatkami. Z ubraniami też. Jak to one powiedziały : ,, w dzisiejszych czasach nie nosi się skarpetek do szpilek". Cóż, to tylko wskazuje na to, że powinnam żyć w innych czasach, a nie dzisiaj. Nie pasuję do dzisiejszego świata i tyle. Ale w sumie, jakoś nie za bardzo się tym przejmuję. Ja jestem sobą i tyle. Usiadłam na brzegu łóżka, wpatrując się w ruchy mojej przyjaciółki. Doskonale wiedziała co gdzie leży. Wyjęła z szafy moją małą czarną. Jeszcze nigdy nie miałam jej na sobie. Kupiłam ją kiedyś tylko dlatego, bo moja mama w telewizji usłyszała, że ta sukienka jest podstawą w każdej szafie. No to skoro dała mi na nią pieniądze, to czemuż miałabym nie skorzystać? Kate do sukienki dobrała złote platformy i dwie duże bransoletki tego samego koloru. Zajrzała do szuflady z torebkami i zdecydowała, że pasować do tego będzie nic innego, jak mała, również czarna kopertówka. Cały zestaw położyła na moim łóżku.
-Cóż, myślę że zadanie jest w połowie wykonane. Jeszcze pozostał makijaż.Dziewczyna podeszła do toaletki, stojącej po prawej stronie okna. Dookoła lustra były poprzyklejane zdjęcia moje z przyjaciółkami. Zaś na blacie znajdowały się moje ulubione perfumy, tusz do rzęs oraz antyperspirant. Reszta kosmetyków była pochowana w szufladkach.
-Czekaj! Zapomniałam o najważniejszym. Jeszcze nie brałam kąpieli ! Ty tu posiedź, poprzeglądaj moje zbiory a ja za moment przyjdę.Szybko wyszłam z pokoju i skierowałam się w stronę łazienki. Wzięłam dokładny prysznic. Wytarłam delikatnie głowę, tak aby była jeszcze lekko mokra i Kate mogła łatwiej ułożyć moją fryzurę. Założyłam bieliznę i poszłam do swojego pokoju.
-Oddaję się w Twoje ręce.Puściłam do niej oczko i usiadłam w fotelu przy toaletce. Znajdowały się już na niej różne kosmetyki. Część moich, trochę jej. Dziewczyna zaczęła od suszenia moich włosów.
- To jak dzisiaj będą wyglądały moje włosy? - uśmiechnęłam się do niej ciepło.
- Będą proste. Idealnie będą pasowały. Masz je długie, więc ładnie będą opadały na twoich ramionach. Już sobie wyobrażam!Przyjaciółka po suszeniu zabrała się za prostowanie ich. Kiedy już skończyła, musiałam przyznać, że naprawdę mi pasowały. Grzywka skierowana w prawą stronę i długie kosmyki opadające na ramiona, to było coś, co naprawdę dodawało mi uroku. Pierwszy raz spodobało mi się to, co mi zrobiła. Wcześniej nie przypadało to zbytnio do mojego gustu. Ale teraz, jak jeszcze wyobraziłam sobie jak będę wyglądała jeszcze w tej sukience... Kurczę, chyba zmienię orientację i poszukam sobie panny o podobnym wyglądzie!
Nawet się nie obejrzałam, a Kate zaczęła malować mi paznokcie. Spojrzałam na rękę. Tak jak myślałam, koloru czarno-złotego. Ale to nie były zwykłe pionowe kreski. Nie. Malowała mi je pod ukosem. Tzn. paznokieć pod ukosem pomalowany dwoma kolorami. Miała wyobraźnię, naprawdę ! Jeszcze nigdy nie widziałam takich u nikogo. Widać, że się starała. Początkowo nie chciałam przerywać jej pracy, ale nie wytrzymałam.
- Wiadomo co z Tiffany? - dziewczyna nie przerywała swojej roboty.
- Dzisiaj mają robić jej tomografię, tylko tyle wiem. Dzwoniłam do niej. Powiedziała, że czuje się dobrze. Tylko to szpitalne jedzenie. - zaśmiałyśmy się.- ona przecież je za trzech, więc jest wiecznie głodna. Ale mowiła, że jak rodzice przychodzą, to kupują jej coś na ząb. Poza tym pytała się o Ciebie. Jednak powiedziałam jej, że sama do niej zadzwonisz albo przyjdziesz i opowiesz. Tak będzie najlepiej. Ja jeszcze coś pokręce i ... Cholera ! - Kate sięgnęła po zmywacz i wacik. - pomalowałam za dużo.
- Bywa, ale na tym się przecież świat nie kończy. - posłałam jej ciepły uśmiech.
- Świat może i nie, ale Ty masz jeszcze zaledwie półtorej godziny ! A w tym czasie muszę zrobić Ci makijasz, a Ty jeszcze musisz mi się pokazać w kreacji. Co, jeżeli będzie niedobra ?! Cała robota od początku!Pokiwałam głową z niedowierzaniem. Ona zawsze była taką pesymistką, co mnie trochę denerwowało.
- Dlaczego miałaby być zła? Przestań, w najgorszym wypadku pójdę w piżamie.Zaśmiałyśmy się obie. Dobrze wiedziałam, że gdyby tak miało być, to najprawdopodobniej odwołałabym to spotkanie. Dziewczyna aby nie marnować czasu, zabrała się za robienie mi makijażu. Delikatnie wydłużyła mi rzęsy. Usta pomalowała jasno-różową pomadką.
- Dobra, a teraz nałóż to, co Ci przygotowałam. Zobaczymy efekt końcowy.
Bez słowa, posłusznie wstałam i poszłam założyć to, co mi kazała. Kiedy byłam już gotowa, stanęłam przed nią.
- I jak?Uśmiechnęłam się promiennie. W tym momencie poczułam się tak jak inne dziewczyny. Normalnie. Tak jak te, które nie mają kompleksów na punkcie swojego wyglądu. Które nie martwią się o nic. Czułam się co najmniej o dwa lata młodsza.
- Wyglądasz cudownie ! - Kate podeszła do mnie i poprawiła kosmyk włosów, który leżał oddzielony od wszystkich innych.- Jeszcze tylko poprawię tego paznokcia i możesz iść.Puściła do mnie oczko, a ja usiadłam z powrotem na swoje miejsce. Dziewczyna wzięła się do roboty i już po niespełna pięciu minutach byłam już gotowa do wyjścia. Wzięłam głębszy oddech.
- No to nie ma już odwrotu. Zostało mi zaledwie dwadzieścia minut. Nie wystawię go. - wyszłyśmy z mieszkania. Zamknęłam drzwi na klucz, który wrzuciłam do torebki. Pożegnałam się z nią i poszłam na przystanek. Mój autobus przyjechał po chwili. Wsiadłam do niego, jak zawsze było pełno ludzi. Nie dziwiłam się zbytnio, o tej porze dużo osób kończy pracę, więc wracają do domu. Usiadłam na jednym z przedostatnich siedzeń. Co jak co, ale słuch to ja miałam bardzo dobry więc doskonale słyszałam słowa chłopaków z końca autobusu. Nie powiem, aby były to dość przyjemne słowa. Ledwie powstrzymywałam łzy. Jednak myśl, że za chwilę mam się spotkać z osobą światowej sławy, powstrzymywała mnie od tego. Jedynie to. Wbiłam wzrok w szybę. Kiedy autobus zatrzymał się na kolejnym przystanku, oni wysiedli. Spojrzałam na każdego z nich. A chłopak, który szedł na końcu, to nie był nikt inny jak Jon! To dlatego te niemiłe komentarze pod moim adresem ! Bydlak i tyle. Dzięki Bogu drzwi zamknęły się za nim zarówno w tym pojeździe jak i w moim życiu. Następny przystanek był moim. Tam miałam wysiąść. Poczułam malutkie motylki w brzuchu. Stresowałam się trochę. No bo o czym mam z nim rozmawiać? Jedynym tematem do rozmowy było zdrowie Tiffany. Nic więcej. Nagle usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. To już tu. Wyszłam z autobusu i skierowałam się w stronę restauracji, w której umówiliśmy się. Kiedy podeszłam pod właściwy adres, przed drzwiami stał mężczyzna.
- Na jakie nazwisko jest wynajęty stolik?Spojrzał na listę, którą trzymał w ręce. Nie wiedziałam jak chłopak, z którym się umówiłam ma na nazwisko. Może podał inne? Albo po prostu żartował sobie ze mnie?
- Horan.Usłyszałam za sobą czyjś głos. Odwróciłam się. Stał tam. Włosy postawione na żel do góry, ale nie w stylu irokeza czy coś. Rozmierzwione. Niczym grzywa u lwa. Pasowało mu. Ponadto miał na sobie białą bluzkę, widać że sam prasował, bo w niektórych miejscach niedoprasowana. Do tego jasne dżinsy i białe adidasy za kostkę. Muszę przyznać, że mi się podobał. Nie odezwałam się słowem. Doszłam do wniosku, że to on powinien się przywitać, nie ja. Posłałam mu jedynie ciepły uśmiech.
- Cześć. - wziął delikatnie moją dłoń i pocałował jej wierzch.- Jestem Niall.
- Hej. - kiedy pocałował moją rękę, poczułam się nieswojo ale zarazem szczęśliwa. Jeszcze nikt tego nie robił. Wydawało mi się, że to już wyszło z mody, a tu takie zaskoczenie. Naprawdę byłam pod ogromnym wrażeniem. - Miło mi Cię poznać, ja jestem Maggie.
Blondyn ruchem ręki zaprosił mnie bym weszła do środka lokalu. Skinęłam jedynie głową i uczyniłam to. Jak się okazało, on też lubił siedzieć pod oknem, gdyż zamówił nam tam właśnie stolik. Kiedy miałam usiąść, przysunął mi krzesło. Widać było, że ma maniery dżentelmena, a ja to bardzo cenię. Kelner przyniósł nam menu. Wybraliśmy to samo jedzenie. Mieliśmy podobne gusta. Rozmawiało się naprawdę dobrze, straciłam rachubę czasu. Kiedy spojrzałam na zegarek, była już 21:30. Późno, powinnam już się zbierać. I tak przegadaliśmy 4,5 godziny.
- Przepraszam Cię bardzo, ale ja muszę się już zbierać. - delikatnie wstałam od stolika. - Jest już późno, mama pewnie się o mnie martwi. - uśmiechnęłam się przepraszająco.
- No tak, nerwy mamy są najważniejsze.- posłał mi ciepły uśmiech.- Podwiozę Cię.
- Ależ naprawdę nie trzeba, są przecież autobusy.
- Żartujesz? O tej porze nie wiadomo co może się stać. Wiesz jak jest w dzisiejszych czasach. Na każdym kroku może coś się stać. Nie wybaczyłbym sobie tego, gdybym się dowiedział, że przeze mnie stała Ci się krzywda.Niall dał znać kelnerowi, że prosi o rachunek. Wyjęłam z torebki portfel.
- Co Ty robisz?Chłopak spojrzał wpierw na mnie, później na moją dłoń, a raczej na to, co w niej trzymałam.
- Mam zamiar zapłacić.
- Chyba sobie żartujesz? To ja powinienem płacić, nie kobieta. Schowaj to.
- Ale Niall ... - tak, on życzył sobie abyśmy przeszli na ,,ty".
- Nie Niall, zrób to, o co Cię proszę.Kelner przyniósł to, o co go poproszono. Chłopak zapłacił za Naszą kolację. Wyszliśmy z lokalu. Ja powoli zaczęłam się kierować w stronę przystanku autobusowego, aby nie musiał mnie podwozić co domu.
- Chodź, chodź. - poczułam dłoń na swoim biodrze. - Obiecałem Cię podwieźć.
- Naprawdę nie trzeba, uwierz mi. Już dość na mnie wydałeś. A teraz jeszcze będziesz marnował paliwo.- pokręciłam delikatnie głową.
- Nie przesadzaj, to nic takiego.Podeszliśmy do jego samochodu. On, jak przystało otworzył mi drzwi od strony pasażra. Wsiadłam posłusznie. Po chwili on siedział już obok mnie, za kierownicą.
- To gdzie mam jechać?
- Cavendish Street 17 - spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się ciepło.
- Już się robi. - odpalił silnik i ruszył.Przez całą drogę rozmawialiśmy i śmialiśmy się.
- To tutaj. - usłyszałam jego głos. Nawet się nie obejrzałam a byliśmy na miejscu.
- Czas dobiegł końca. - powiedziałam z wyraźnym smutkiem w głosie.
- Dzisiaj tak. Kiedy jeszcze się spotkamy? - uśmiechnął się do mnie ciepło i założył mój błąkający się po twarzy kosmyk włosów za ucho.
- A kiedy masz czas?
- Hmmm, jutro odpada, bo cały dzień siedzę w studiu i nagrywamy płytę z chłopakami. Może w piątek o tej samej porze?
- Mi pasuje. - posłałam mu promienny uśmiech.
-Przyjadę po Ciebie.
- Okej, będę czekała.Pocałowałam go delikatnie, z lekką niepewnością w policzek i wysiadłam z samochodu, stanęłam na schodach domu. Machałam mu na pożegnanie dopóki nie znikną na skrzyżowaniu ulic. To był najpiękniejsz dzień w moim życiu.
Weszłam do mieszkania. Na stole czekała już na mnie kolacja.
- Zjesz coś kochanie? - mama pokazała się z kuchni.
- Nie dziękuję mamo, jestem już pełna.- Ona spojrzała na mnie, od nóg do głowy.
- A gdzieś Ty była? - kobieta była wyraźnie zdziwiona.
- Na randce. - na mojej twarzy pojawił się promienny uśmiech.- Z najlepszym facetem na świecie.Zdjęłam buty i poszłam do swojego pokoju. Położyłam się na łóżku i myślałam. W końcu zwlekłam się z niego i wbiłam na tt. A tam przybyło mi ponad tysiąc obserwujących! Otworzyłam interakcje, a moim oczom ukazał się tweet Nialla :
- ,,Dziękuję za dzisiejsze spotkanie @RealMaggie !"Od razu zabrałam się za odpisywanie :
- ,, To raczej ja dziękuję! Było wspaniale! :) "
Zamknęłam pokrywę laptopa. Poszłam wzięłam prysznic, przebrałam się w piżamę i położyłam się spać. Jutro muszę o wszystkim opowiedzieć dziewczynom, czeka mnie dużo mówienia. Także muszę się wyspać. Na sen nie czekałam długo. Po chwili leżenia zasnęłam.
________________________________________________
Jak też obiecałam, dodaję rozdział dzisiaj. Długi. Wyjątkowo długi ^-^
Teraz pytanie, czy chcecie kolejne części, czy nie?
Nie wiem czy mam pisać dalej, bo poprzedni post skomentowała zaledwie jedna osoba :c
zajebiste.. naprawdę nie mogę się doczekać jestem ciekawa co sie stanie na 2 spotkaniu :)
OdpowiedzUsuńSuuper! Sorrki, że wcześniej nie napisałam, ale dopiero teraz przeczytałam 6 i 7 rozdział! Pisz następny! Pliiisssska! <3 @Offfcucha ;)
OdpowiedzUsuńPisz następny, od środy czekam! Strasznie nie mogę się doczekać następnego... Chce wiedzieć co się stanie dalej! Pliiiiiiiiiiiissssssssskkkkkkkkkaaaaaaa! <3333333333
UsuńŚwietny rozdział!!! Czekam na następny!!! Zapraszam http://notidealbutmylife.blogspot.pl
OdpowiedzUsuńPISZZZ ! nie moge sie doczekac co bedzie dalej ! i kiedy pozna reszte chlopakow ? ;p czekam na nn <3 BIG LOVE xx
OdpowiedzUsuńJeny jestem taka ciekawa co będzie dalej!! niesamowite to jest!! PISZ dalej, czekam z niecierpliwością na nowy rozdział! ;**
OdpowiedzUsuńPisz konieczne :D czekam na następny
OdpowiedzUsuńTak, pisz dalej, jest świetnie :)
OdpowiedzUsuńPisz dalej, koniecznie : )
OdpowiedzUsuń