Rozdział 2
Te podłe uczucie, które czułam za każdym razem, kiedy ktoś mnie zostawiał, wróciło i teraz. Po raz kolejny poczułam się nikomu niepotrzebna. Jakby wszyscy byli normalnymi ludźmi, a ja trędowata. Pomimo tego, że tyle razy zostałam skrzywdzona przez płeć męską, za każdym razem miałam nadzieję, na lepsze jutro. Na to, że inny chłopak będzie inny. Powoli traciłam nadzieję, że kiedykolwiek kogoś takiego znajdę. Z zamyślenia wyrwał mnie znajomy głos. To była Tiffany. Uniosłam wzrok znad blatu i spojrzałam w górę. Przyszła razem z Kate. One zawsze wiedziały, czego mi potrzeba. Usiadły na przeciwko mnie, Kate złapała mnie za rękę i zaczęła delikatnie ją gładzić.
-I po co Ci to było?-pierwsza odezwała się Tiffany. Gdyby te słowa wypowiedziane byłyby przez inną osobę, najprawdopodobniej odpyskowałabym i tyle. Jednak wiem, że ona ma dobre zamiary co do mnie. Wiele razy mówiła mi, że mogę do niej dzwonić w dzień i w nocy. O każdej porze. Jednak ja nie mam zamiaru tego wykorzystywać. Wszystko ma jakieś granice.
-Oj Maggie, nie smuć się. Nie warto. Na pewno nie powinnaś się smucić dlatego, że ten palant zakończył Wasz związek. Przynajmniej nie musiałaś marnować ani chwili dłużej na bycie z nim.- Kate uśmiechnęła się do mnie pocieszająco. Wyjęłam z torebki chusteczki i wytarłam zapłakane oczy.
-Dziewczyny macie rację. To jest skończone zero. - pociągnęłam małego łyka szejka. Tiffany podsunęła się do mnie ze swoim krzesłem. Kate poszła w jej ślad. Obie dziewczyny przytuliły mnie mocno.
-Dziękuję. Dziękuję, że zawsze przy mnie jesteście.- Objęłam je obie. Na mojej twarzy pojawił się ciepły uśmiech.
-Dziewczynki, co powiecie na małe szaleństwo? - Kate puściła nas z uścisku. Spojrzała na twarz z każdej z nas i zafalowała zabawnie brwiami.- No wiecie, tak dla rozrywki i poprawy humoru.
-Czemu nie. Przecież zakupy jeszcze nikomu nie zaszkodziły. - wstałam od stolika, zabrałam z niego pudełko po napoju i wyrzuciłam opakowanie do kosza. Dziewczyny wyszły w tym czasie na zewnątrz i poczekały tam na mnie. Zaczęłyśmy wolno iść w stronę naszego ulubionego centrum handlowego. Moje przyjaciółki rozmawiały na temat zbliżającego się programu w którym miał wystąpić jakiś tajemniczy gość. W sumie nie interesowało mnie to zbytnio. Wiedziałam, że na pewno będą chciały mnie wyciągnąć, abym poszła z nimi i zsiadła na widowni. Tego mogłam się spodziewać. One zawsze znajdowały w necie jakieś wejściówki vip czy zwykłe bilety aby siedzieć na widowni. Nie wiedziałam skąd one to biorą. Kiedyś zapytałam się o to Tiffany, ale ona raptownie zmieniła temat, więc nie chciałam tego drążyć. Cieszyłam się, że za każdym razem, kiedy znajdowały coś dla siebie, kupowały i dla mnie. Dzięki nim nie siedziałam całymi dniami w domu. Wręcz przeciwnie, prawie mnie tam nie było. Rozejrzałam się po okolicy, aby sprawdzić gdzie już jesteśmy. Jeszcze dokładnie 5 minut drogi i będziemy na miejscu. Przez cały czas naszej wędrówki, nie odezwały się do mnie słowem. Być może nie chciały drążyć tematu. Może chciały pozostawić mnie z myślami sam na sam. Tego nie wiem. Zastanawiałam się bardziej, czy oby na pewno powinnam być teraz tutaj, gdzie jestem. Czy powinnam iść z nimi do centrum pomimo tego, że przeszło 20 minut temu zerwał ze mną chłopak. Jednak ja nie jestem jakąś typową nastolatka, która tuż po zerwaniu pobiegnie do swojego pokoju i zacznie płakać w poduszkę. O nie. To było kiedyś. Obecnie to jest już rutyna. Co prawda cholernie boląca, ale jest. Niestety.
Przekroczyłyśmy drzwi wejściowe do galerii. Jak zawsze nie wiedziałyśmy w którą stronę iść najpierw. Prawo czy lewo?
-Zacznijmy zakupy chodź raz od lewej strony. Tak dla odmiany.- Kate skierowała się w lewym kierunku. Zwolniła krok i poczekała, aż dojdziemy do niej.
-To jaki sklep najpierw? -Tiffany spojrzała na mnie z widocznym zaciekawieniem. Uniosła prawą brew ku górze, aby bardziej to okazać.
-Myślę, że H&M będzie dobry na początek.- Przeszłyśmy przez bramkę i każda z Nas poszła w inną stronę. Moja uwagę przykuły bokserki z nadrukami. Kate poszukiwała szortów, zaś Tiffany zaczęła oglądać sukienki. Każda z Nas wybrała coś dla siebie. Ja nie musiałam nawet przymierzać swojej bokserki, już na oko widziałam, że będzie dobra. Jednak dziewczyny wolały wpierw sprawdzić, czy na nie pasuje, przed kupieniem rzeczy. Obie poszły do przebieralni i wyszły po niemalże tym samym czasie.
- I jak? - Tiffany okręciła się, a jej sukienka delikatnie zafalowała.
-Jak dla mnie bomba! - zilustrowałam ją wzrokiem i uśmiechnęłam się promiennie.
-A ja jak wyglądam w tych szortach? - Kate spojrzała na mnie, robiąc oczy małego szczeniaczka.
-No wiesz, wylewa Ci się trochę tłuszczyku tu i tam, ale poza tym jest okej. - wszystkie trzy wybuchnęłyśmy głośnym śmiechem. Trzeba przyznać, że kto jak kto, ale Kate to figurę miała idealną. Szkoda tylko, że nie wierzyła Nam. Wyszłyśmy z przebieralni, już miałyśmy iść do kasy, kiedy zauważyłam Jon'a. Był w tym samym sklepie co my. Z nową dziewczyną. Za rączkę. To był przykry widok.
-Poczekajcie, może jeszcze coś sobie znajdę. - odeszłam do kasy, schowałam się między półkami i udałam, że czegoś szukam.
______________________________________
Mam nadzieję, że podoba Wam się ten rozdział. Ja czuję, że jest on dość słaby ;<
Postaram się podciągnąć w kolejnym rozdziale ;)
Byłabym wdzięczna, gdybyście zagłosowali w ankiecie :D
+ Jeżeli chcecie być informowani o nowych rozdziałach, piszcie do mnie na tt : @kitoza1 ;))
Słaby? Raczej genialny ;3
OdpowiedzUsuńHmm...
OdpowiedzUsuńCiekawy, ciekawy..
Nie powiem, że nie. ; D
Genialny blog! Nie mogę się doczekać następnego rozdziału ;)
OdpowiedzUsuńZapraszam do siebie:
http://onedirectionopowiadanie-martu.blogspot.com/
czekam na więcej!:)
OdpowiedzUsuńDobrze zaczęłaś. :) Trzymaj tak dalej, Bardzo mi się podoba !
OdpowiedzUsuńSłaby ?! Jest genialny ^^
OdpowiedzUsuńCzekam na więcej :)
Wpadnij też do mnie :)
u-never-know-when-love-will-get-u.blogspot.com